Bogdan Skorkowski

Wybitność artysty poznajemy po uplasowaniu jego zainteresowań twórczych w sferze najwyższych wartości ogólnoludzkich i ich nowatorskim ujęciu. Rozpoznajemy po perfekcyjnie opanowanym przez niego warsztacie, a nade wszystko po jego talencie, bogactwie osobowości, bogactwie jego twórczości i zaangażowaniu. Czy obrazy p.Anety Jaźwińskiej i też w ogóle cała jej twórczość artystyczna - bo są tam w tej twórczości nie tylko obrazy, są rzeźby wykonane metodą ceramiczną, projekty scenograficzne, plakaty - dają podstawę do wyciągnięcia wniosku, że młoda ta artystka przejawia znamiona wybitnej osobowości artystycznej?

Moim zdaniem tak. Doskonałość przede wszystkim zaskakuje. Każda doskonałość zaskakuje: nie ma tu dyskusji i uwag. Jest urzeczenie. Urzeczenie tak mocne, że zaskakujące. Jest to typowe, nawet pół-podświadome pierwsze doznanie, jakie przeżywa się w obliczu dzieł sztuki przez wielkie "S". I to jest pierwsze właśnie takie uczucie, kiedy zdajemy sobie sprawę ze swoich przeżyć po pierwszym oglądzie prac p. Anety Jaźwińskiej.
Kiedy rozpoczyna się analiza dzieł artystki, na pierwsze chyba miejsce wysuwa się znakomite ustawienie perspektywy, ustawienie głębi, potraktowanie światła i cienia. Potem kompozycja. Wykonane wszystko perfekcyjnie. Wszędzie spotykamy delikatność i precyzyjność linii z właściwym rozrzuceniem akcentów. Nade wszystko jednak zauroczają barwy.

Nastrój obok dramatu staje się w obrazach Jaźwińskiej drugim dominantem. Przejmujący, nie zawsze wesoły, nieraz b. smutny, wyczarowany jest linią i barwą ("Spojrzenie na stawy", "Modrzewie", "Kościół Św. Jakuba w Szczyrku"), Przecudne barwy, zaskakująco różne, a zarazem zgrane, prześlicznie wycieniowanie, lub rzucone. Wtedy obraz jest uderzony barwą; nadaje mu ona gwałtowną dramaturgię, niesamowite zawirowanie, które wywołuje oczekiwanie jakichś niespodziewanych wydarzeń ("Majowa łąka") i wtedy jak żywy nastaje nam przed oczyma Van Gogh (który nota bene wydaje mi się w tym porównaniu, proszę mi wybaczyć, nieco prymitywny i niedokończony), albo Michałowski, któremu znowu brak charakterystycznego dla Jaźwińskiej rozmachu.
W porównaniu z martwotą współczesnych kompozycji, ulizanych składanek wymyślonych lub będących produktem przypadkowej obserwacji, starających się z wysiłkiem i na próżno chyba coś powiedzieć; w przeciwieństwie do malowanych fotografii prace p. Jaźwińskiej krzyczą, śpiewają, tętnią życiem, oszałamiają bogactwem, wielo wymiarowością i rozmachem. Gdy zapatrzę się na niektóre dzieła tej artystki, czuję jak ziemia drży, rozstrząsa się, otwiera się ("Majowa łąka"). W innych przypadkach - czuję ciepło promieni słońca, zacisze, barwy i zapach kwiatów (Dzikie pnącze", "W cieniu drzew"). Mamy tu wszędzie do czynienia z niebywałym żywiołem, niebywałą siłą twórczą - czyste rozpasanie energii twórczej, talentu.

W dotychczasowych wypowiedziach krytycznych o artystce mało jest wypowiedzi o dramacie zawartym w jej dziełach. Według mojej oceny właśnie nie zauroczenie artystki światem przyrody, ale psychiczna konieczność ucieczki do niego jest bezpośrednią sprawczynią jej obecnej produkcji pejzażowej, stąd też jej niebywale silne oddawanie się temu tematowi i co też powoduje tak mocne zdramatyzowanie w kompozycji i rozłożeniu barw. Jest w tym autorka oryginalna i nowatorska.
Pani Aneta Jaźwińska dotyka w swojej twórczości takich podstawowych wartości, czy problemów jak życie i śmierć. "Przemijanie" - obraz przejmujący, pełen posępnego nastroju. Jest tam apoteoza życia i bogactwa, które aż wylewają się z płócien. Autorka tworzy miłość samą w sobie - tworzy atmosferę miłości, w której wszelka miłość może się urodzić. Jakże wielka tęsknota musi być artystki do miłości. O umiłowaniu człowieka świadczą jej rzeźby (głowy kobiece), o zapatrzeniu się w cel jego pobytu na ziemi twórczość religijna.
Reasumując, moim zdaniem, mówiąc o tej artystce, która rozwija się szybko, jakby w cieniu swego ogromnego talentu, mamy do czynienia z prawdziwą, autentyczną wielkością w świecie artystycznym, szczególnie malarskim, nie waham się powiedzieć w skali światowej.

Bogdan Skorkowski